Pierwsze spotkanie.
Rozpakowywałam swoje rzeczy w pokoju, który babcia mi przydzieliła. Minęły dwie godziny odkąd jestem już w Londynie. Staruszka powiedziała, że zaraz przyjdzie jej sąsiadka, aby mnie oprowadzić po dzielnicy. Niezbyt mam na to ochotę. Wolę sama się powłóczyć, a ona pewnie będzie kolejną laską, która ma mnie w dupie, ale poproszono ją więc tak zrobi. Wielkie dzięki, za taką łaskę.
Układałam starannie rzeczy na drewnianą szafkę. Gdy skończyłam daną czynność. Zeszłam po marmurowych schodach, na dół willi mojej babci. Weszłam do salonu, gdzie zwykle przesiadywała. Na suficie wisiał kryształowy żyrandol, ściany były koloru królewskiego błękitu, podłoga była z białego marmuru. Fotele były zrobione w starym stylu, tak jak kanapa, na czarno pomalowane drewno, a wnętrze było z białej skóry, siedzenia miały charakterystyczne wycięte wzory, królewsko, bym powiedziała.
Babcia ma klasę. Uwielbia takie gadżety, które oddają wartość jej duszy, czyli jednym słowem- na bogato. Sama ubierała się niezbyt skromnie, suknie szyte na miarę, torebki od znanych projektantów, buty od szewca, żadne sieciówki!
Zawsze wypominała mi to, że nie ubieram się równie elegancko jak ona, tylko jakieś leginsy i buty z Top Shop'u. Ale jest dumna z tego, że przynajmniej daje się namówić na swetry od jej znajomego, które kosztują majątek, ale wiem, że sprawia jej to przyjemność. Więc czemu nie?
-Co chcesz, kochanie?- wyrwała mnie z zamyślenia rodzicielka mojego ojca, odwróciłam się w jej stronę. Siedziała na bujanym krześle obok kamiennego kominka, popalając niezwykle długiego papierosa- Chcesz macha?
-Ta.. Znaczy nie, nie. Chciałam powiedzieć tylko, że już skończyłam i może mnie oprowadzić ta dziewczyna- powiedziałam zakłopotana, prawie poddałam się pokusie zapalenia, znów papierosa. Ale wiem, że to nie zdrowe, dla mojego organizmu.
-Ahh... No tak, już dzwonię- babcia wykręciła numer na starym telefonie. I zaczęła bawić się swoimi włosami, z czarnej, błyszczącej peruki, które sięgały jej do ramion. - To ja Daisy. - Przedstawiła się staruszka i rozpoczęła rozmowę z sąsiadką, która ma mnie oprowadzić.
-Będzie za pół godziny, w garderobie, obok twojego pokoju, są rzeczy, które Ci kupiłam na pobyt, ubierz ten zestaw, który ma wiśniową naklejkę na wieszaku- poleciła mi.
-Babciu, ale przywiozłam swoje rzeczy- powiedziałam z dumą.
-Nie mów tak na mnie, jestem Daisy. Babcia mnie postarza. I ja już wiem co ty masz w tej walizce. Jakieś szmaty, z tanich sklepów. Moja wnuczka ma reprezentować się z godnością. Już! Marszem do garderoby.- rozkazała z nie ustającą powagą w głosie, a na koniec wypowiedzianych słów, uśmiechnęła się delikatnie, a oczy jej zabłysły jak nefryty.
Pewnym siebie ruchem obróciłam się na pięcie i ruszyłam na drugie piętro schodami. Szłam prosto do miejsca z ciuchami. Włosy szybko zawinęłam w niechlujny kok. Otworzyłam drzwi miejsca do którego, Daisy mnie po ilustrowała. Zobaczyłam, że w środku widnieje duży napisz "Garderoba Ariany Grande" pięknymi zawijanymi literami. Były to trzy pomieszczenia. W jednym- tysiące butów, każdy był innego rodzaju. Pod każdą parą był numerek oraz nazwa danego obuwia. Np. "28- Projekt Marka Johna, specjalnie dla mnie". Drugi pokój był wypełniony biżuterią i innymi dodatkami jak okulary, torebki. Diamenty, rubiny, aż świeciły w moje duże oczy. Nie mogłam się nimi nacieszyć. Aż dotarłam do celu, pomieszczenie większe, niż mój i rodziców razem wzięty pokój na tej wsi- ubrania. Tysiące wieszaków, każdy zawierał zestaw ciuchów. Przeróżne odcienie naklejek. Czułam się jak milion złoty. Pewnie zadajecie sobie pytanie, skąd babcia ma tyle pieniędzy? Ah.. Jest znaną aktorką. Wszyscy kojarzą nazwisko Grande z tą osobą. Daisy! Daisy Grande!
Gdy znalazłam out-fit, który mam założyć. Szybko zwróciłam uwagę nawet na najmniejsze szczegóły ubioru. Czarny, kaszmirowy sweter z dekoltem w serek, białą nieskazitelna koszula, bawełna. No i dopasowane spodnie z złotymi wstawkami. Nawet nie chcę myśleć, czy to prawdziwe złoto.
Do wieszaka, była przyklejona karteczka. "Buty- 867, torebka-534 i biżuteria z fioletowej półki." Ruszyłam do danych pomieszczeń. Obuwie było klasyczne- czarne buty na koturnie, torba od Louis'a. Podeszłam do "gadżeciarni". Fioletowa półka.... Widzę! O matko! Zobaczyłam piękne, czarne okulary Ray-Ban oraz złote bransolety. Wzięłam wszystko w rękę. Zamknęłam garderobę i ruszyłam do pokoju. Ubrałam się w dziesięć minut w to wszystko. Włosy spięłam w wysoki kucyk. I zakręciłam końcówki.
Zeszłam na dół do babci, dziewczyna już tam siedziała i rozmawiały o chłopaku z pobliża."Pokaż mu Arianę! Spodoba mu się! Pięknie razem, by wyglądali." Pewnie jakiś lizus, włosy na żel, markowe ciuchy i ferrari. Kaszlnęłam znacząco. Odwróciły się z uśmiechem w moją stronę. Obczaiłam sąsiadkę. Ku mojemu zdziwieniu nie wyglądała jak zdzira. Zadbany ubiór, włosy uczesane, ale cała postura nie wskazywała na to, że pochodzi z bogatej rodziny, ale z zwykłej, zadbanej. Tradycyjnej. Czego nie można stwierdzić po moim stroju. Uśmiechnęła się do mnie. Moje nastawienie do niej całkowicie się zmieniło wciągu kilku sekund.
-No to ja już sobie pójdę, powodzenia Andrea- zniknęła Daisy z pola widzenia. Pewnie poszła na dół do masażystki. Tak, ma własną masażystkę.
-Chodź! Przedstawię Cię znajomym, abyś się trochę rozluźniła! My nie gryziemy. No i rozumiem, że babcia Ci zafundowała strój. Bo jak cię przedstawiała, to miałaś wyglądać jak... ja.- zaśmiała się.- Jest nie możliwa!
Wyszłyśmy z willi. Tego nie można nazwać domem! To ma trawnik jak cała wieś! Szłyśmy prosto, ku jej domu, jak myślę.
-Długo się znasz z babcią?- przerwałam ciszę.
-Bab..? A Daisy! Mów, Daisy. Nie przywykłam do tego, że ktoś mówi o niej babcia. Postarzasz ją.- powiedziała.
Co?! Ona ma 80 lat... A ja ją postarzam? Serio, nikomu nie przyszło namyśl, że ona jest babcią?
-Znam ją już 10 lat, ale jakoś ciebie nie pamiętam- oznajmiła, po chwili zastanowienia.
To prawda, rzadko odwiedzałam babcię. Zwykle, to ona przyjeżdżała do nas, bo moi rodzice, nie mogli wziąć zbyt długiego urlopu. A ona pomiędzy zdjęciami, często zwiedzała różne kraje, więc zatrzymywała się u nas na tydzień.
-To tu- wskazała na wielki dom, może nawet większy od mojej bab.. Daisy.
-To twoje?- zapytałam onieśmielona.
-Nie, Mary Loo. Mówimy na nią Loo. Jest bogata, jak widzisz. Starsza jest od nas, więc sama może mieszkać. Jej rodzice umarli w wypadku samochodowym, kilka lat temu. Wychowała się z ciotką, która zginęła rok temu. Dostała i spadek po rodzicach, którzy mieli zakład ubezpieczeń i po ciotce, która pracowała w nim, póki go nie zamknęła. Więc Loo szasta funtami.- powiedziała, jakby to było nic nadzwyczajnego.
-Ohh...- wydusiłam.
Weszłyśmy do środka. Uwagę przykuł mi na początku grupka nastolatków, którzy palili. Dopiero potem pięknie ustrojone wnętrze w nowoczesnym stylu, który różnił się od babci, ale wyglądał równie drogo. Andrea zamknęła drzwi. Jej znajomi spojrzeli się w moim kierunku, po tym jak usłyszeli trzask.
-Hej, jestem Ari- podałam im rekę. Zaczęli się przedstawiać.
-Loo- krzyknęła przyjaźnie bogaczka.
-Dave- uśmiechnął się chłopak z tatuażami, strasznie przystojny.
-Steven- powiedział nie zbyt przyjaźnie w porównaniu, z tamtymi. Dave i Steven wyglądali jak bracia. Ba, pewnie nimi są!
-Niall- powiedział ostatni. Był blondynem, z niezwykle pięknymi oczami, ustami i każdym detalem jego ciała. Kąciki jego ust uniosły się ku górze oraz przegryzł wargę. Gdy jego koledzy zobaczyli reakcje chłopaka, szturchnęli go i się zaśmiali. Jako jedyny z nich nie miał widocznych tatuaży (chłopców). Był czysty jak kartka.
-Przyjechałem na wakacje -jak co roku- z chłopakami do Londynu.- oznajmił- Dwa lata temu zaprzyjaźniłem się z Loo, a ona przedstawiła mnie Andrea. Te małpiątka -pokazał na chłopców- to bracia, mieszkają obok mnie w Irlandii. Przeprowadzili się tam pięć lat temu z Australii.
-A ja jestem spod Los Angeles. Przyjechałam sama, do babci, która jest chora na raka. I nie mam przyjaciół- powiedziałam pewna siebie. Rozluźniłam się. Może przesadziłam, mam przyjaciół. Chyba mogę ich tak nazwać, ale nie mam z nimi bliskich kontaktów. Oprócz nich nie mam nikogo, więc nazywam ich tak, rozmyślałam nad tym co powiedziałam. Spojrzałam na ich miny. Byli lekko zdziwieni nagłym przypływem odwagi u mnie, ale również zasmuceni tym, że jestem samotnikiem. Przepraszam, to nie moja wina.
-Ja mogę być twoją przyjaciółką- wzięła macha, Loo. I podeszła do mnie i przytuliła mnie, jak małego misia. Niall nie zważając na to, że jestem delikatna rzucił mną na kanapę. I wszyscy przytulili mnie jak misia.
Zapowiada się ciekawie- pomyślałam, po czym wstałam i wygładziłam ubrania. Szturchnęłam Dave'a, Stevena, Irlandczyka, Mary i Andrea po ramieniu, każdego po kolei i ucałowałam w policzki. Polubiłam ich. Byli inni, niż ci u mnie w szkole. Byli przyjaźni.
Loo zaprosiła mnie do kuchni, abym zrobiła z nią herbatę. Gdy zostałyśmy "sam na sam". Wzięła moją lewą rękę. I podwinęła rękaw. Szybko wyrwałam jej dłoń, aby nie zobaczyła blizn.
-Nie wstydź się. Jak Niall tobą rzucił, to podwinął ci się rękaw. Nikt, oprócz mnie nie zwrócił na to uwagi. Ponieważ jako jedyna domyśliłam się, że przez twoją sytuację możesz mieć depresje.- Podałam ponownie jej dłoń. Ostrożnie powtórzyła ruchy. Wzięła marker, który leżał koło czajnika. I napisała na nadgarstku "Loo :) Twoja przyjaciółka" i zakryła znów kaszmirowym materiałem moje rany. Nic nie powiedziała, tylko uśmiechnęła się czule i nalała wodę na herbatę.
Co to znaczyło? Ktoś oprócz rodziny się mną opiekuje. Jestem Loo za to wdzięczna. "Twoja przyjaciółka". Tak ona jest moją przyjaciółką już to wiem.
Kiedy usłyszałam, że woda się już zagotowała. Mary wyciągnęła z szafek kubki i nalała do każdego. Wyjęła z schowka obok "szczura" z czarną herbatą i nasączyła nim wszystkie kubki. Podeszła do mnie pocałowała w czoło - byłam o niej niższa o ok.10 cm-. Wzięłam trzy kubki, tak samo jak ona i ruszyłyśmy do salonu.
******
Czas nie ubłagalnie szybko minął. Po herbacie, graliśmy gry typu "Prawda czy wyzwanie", chłopcy po tym się zebrali do hotelu, Andrea uznała, że musi wracać i poprosiła Loo, aby ona mnie oprowadziła dziś po dzielnicy, a jutro wszyscy zaprowadzą mnie do centrum. Mary chętnie pokazała mi pobliskie centrum handlowe, skatepark i parczek. Zaprosiłam ją na noc, ale odmówiła, bo musi wstać o 5, aby przyjąć sprzątaczkę i załatwić interesy w mieście. Trochę się tym rozczarowałam, ale zrozumiałam.
Teraz leżałam sama w dużym drewnianym łóżku i analizowałam każdy szczegół minionego dnia. W słuchawkach brzmiał Ed Sheeran. Kocham go. Jest moim idolem.
Odpłynęłam do krainy morfeusza.
-----------------
Dziękuję, za przeczytany rozdział :) xx Mam nadzieję, że się spodobał. Kolejny jak będzie 8 komentarzy <3 Kocham was!
JEŚLI CZYTASZ TO ZOSTAW KOMENTARZ IM WIĘCEJ KOMENTARZY TYM CZĘŚCIEJ ROZDZIAŁ :)